Recenzja gry „Project Zero”
Historia tej gry oparta jest na faktach autentycznych. Gra już od pierwszych chwil przerzuca nas do Japonii, do roku 1986. Fabuła mówi, że młody dziennikarz Mafuyu Hinasaki, wyrusza do rezydencji rodu Himuro. Musi on rozpocząć poszukiwania ekipy badawczej a także- słynnego powieściopisarza Junsei Takamine. Osobnik ten zaginął wraz z tą grupą badawczą. Okazuje się, że kiedy tylko stopimy się z mrokiem świata przedstawione w grze, odkryjemy coraz to nowe i coraz bardziej niepokojące dokumenty.
Nasz dziennikarz przepada bez wieści. My, jako jego siostra Miku, kontynuujemy rozpoczęty przez niego rozdział. Można powiedzieć, że stajemy się uczestnikami retrospekcji. Obraz dookoła zmienia się z tonacji czarno-białej, czyli z tego co już było, na teraźniejszą i właściwą akcję.
Gra jest trochę skomplikowana. Przez chwilę steruje się postacią Mafuyu, by za chwilę przejąć kontrolę nam jego siostrą- nad dziewczyną. Klucząc po korytarzach, w których zaginął dziennikarz, wzmaga się odzew duchowy tego miejsca – więzienia dusz. Niektóre z nich niewątpliwie zapragną wyssać z ciebie życie. Być może będzie trzeba z nimi walczyć? Ale w jaki sposób i czym można zabić ducha???